Msza św. w dniu 16 lipca 2013
"Poprzez odstępstwo od Boga ludzie są poranieni"
"Poprzez odstępstwo od Boga ludzie są poranieni"
--------------------
Środa, 17 lipca 2013
Temat pierwszego dnia Sesji: Potrzeby dziecka
"Spróbujmy odszukać w sobie, zrozumieć i pokochać to maleńkie dziecko, które nie wyniosło ze swojego dzieciństwa podstawowej ufności - niewzruszonej pewności, że kochająca dłoń jest zawsze przy nim, że ona nie zniknie niespodziewanie i nigdy nie odrzuci.
Jest to bardzo ważny czynnik, który wpływa na kształtowanie naszego charakteru, a następnie - naszej osobowości.
U wielu z nas ten czynnik jest zdeformowany u podstaw." (Aleksander Kremlew)
"Nasze życie duchowe będzie również od tego zależało, czy przyjrzeliśmy się naszym zranieniom.
Inaczej nieuświadomione będą kształtować naszą pobożność."
Msza św. w dniu 17 lipca 2013
"Pan Jezus wyróżnia prostaczków"
"Pan Jezus wyróżnia prostaczków"
-----------
"Terapia wewnętrznego dziecka" - Paweł Karpowicz
Do nabycia w wydawnictwie:
http://www.eneteia.pl/index.php?page=shop.product_details&flypage=shop.flypage&product_id=104&category_id=18&option=com_virtuemart&Itemid=40
Do ściągnięcia w wersji pdf:
Terapia wewnetrznego dziecka-Pawel Karpowicz.pdf
http://chomikuj.pl/lemiko/psychologia/Terapia+wewnetrznego+dziecka-Pawel+Karpowicz,1846989351.pdf
Proponujemy zapoznać się ze Świadectwem wiary autora - Pawła Karpowicza
------------
Konferencja w temacie pierwszego dnia Sesji:
"Pierwszą potrzebą dziecka jest być kochanym przez rodziców, którzy kochają Pana Boga."
Konferencja została wygłoszona 18 lipca 2013
Konferencja została wygłoszona 18 lipca 2013
POTRZEBY DZIECKA (fragmenty z książek Alice Miller)
![]() |
| Alice Miller, 77-w-54, oil.jpg |
...Ciało człowieka przez całe życie szuka pokarmu, którego tak bardzo potrzebował on jako dziecko, lecz go nie otrzymał. To właśnie, moim zdaniem, stanowi źródło cierpienia wielu ludzi.(Bunt ciała, s.25)
...Ponieważ trudno nam uwierzyć, że nasi rodzice rzeczywiście zdolni byli do ignorowania lub nawet torpedowania tych potrzeb, co w rezultacie zmusiło nas do ich stłumienia.(Bunt ciała, s.72)
2. Źródłem poczucia beznadziejności jest właśnie niezaspokojenie przez rodziców żywotnej potrzeby dziecka, potrzeby nawiązania i podtrzymania bliskiego kontaktu. Tę potrzebę swego wewnętrznego dziecka człowiek dorosły może zaspokoić, nawiązując autentyczny, oparty na zrozumieniu kontakt z innymi ludźmi. (Bunt ciała, s.25-26)
Przypuszczalnie początkowy okres życia człowieka decyduje o tym, czy będzie on miał w przyszłości skłonność do uzależnień, a także do zaburzeń łaknienia, bulimii lub anoreksji. Ciało próbuje zasygnalizować, że w przeszłości bardzo czegoś potrzebowało, lecz jego przesłanie nie może zostać zrozumiane tak długo,
jak długo człowiek nie ma świadomości własnych emocji. Z tego też powodu ta dawna, niezaspokojona potrzeba małego dziecka jest całkowicie mylnie interpretowana jako aktualna potrzeba dorosłego człowieka, dlatego też wszystkie próby zaspokojenia jej w teraźniejszości muszą zakończyć się fiaskiem. (Bunt ciała s. 112)
Bardzo często zdarza się, że rodzice odmawiają dziecku bliskości nie ze złej woli, lecz dlatego, że sami nie doświadczyli jej w dzieciństwie i po prostu nie wiedzą, że coś takiego jest możliwe. (Bunt ciała s.131)
3. Nie możemy siebie kochać, szanować ani rozumieć, jeżeli będziemy ignorować, to co usiłują nam zakomunikować nasze emocje, na przykład nasza złość. W terapiach stosuje się jednak wiele technik, które mają na celu manipulowanie emocjami. Całkowicie poważnie mówi się klientowi o tym, jak może powstrzymać smutek i wzbudzić w sobie radość. Ludzie cierpiący z powodu bardzo silnych dolegliwości psychosomatycznych poddają się w klinikach takim terapiom w nadziei, że w ten sposób uwolnią się od dręczącego ich żalu do rodziców. (...)
Podobnie dzieje się w terapii dzieci z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej. Jak można nauczyć takie dziecko prawidłowego funkcjonowania w rodzinie, jeżeli uważa się, że jego nadmierna ruchliwość jest na przykład uwarunkowana genetycznie lub też stanowi przejaw złego zachowania, którego należy dziecko bezwzględnie oduczyć? Jeżeli zamyka się oczy na prawdziwe przyczyny?
Gdy jednak zdobędziemy się na to, by dostrzec, że takim dzieckiem powodują emocje, które mają swoje źródło w rzeczywistości, w jakiej ono żyje, że są one reakcją na zaniedbanie, krzywdę, brak bliskiego kontaktu i poczucia bezpieczeństwa, nie będziemy już widzieli w nim kogoś, kto bezsensownie szaleje. Zobaczymy w tym dziecku kogoś, kto cierpi i nie może poznać przyczyn swego cierpienia. (Bunt ciała s. 130)
4. Psychiczny klimat, w którym powstaje iluzja "szczęśliwego" dzieciństwa:
1. Dziecko posiada wrodzoną potrzebę, aby od chwili narodzin traktować je z szacunkiem i powagą jako tę istotę, którą w danym momencie jest.
2. „Tę istotę, którą w danym momencie jest” oznacza: uczucia, wrażenia i ich przejawy, i to już u niemowlęcia.
3. W atmosferze szacunku i tolerancji dla swoich impulsów i uczuć, dziecko może w fazie oddzielenia się zrezygnować z symbiozy z matką i z czasem rozwinąć psychiczną samodzielność.
4. Aby umożliwić taki zdrowy rozwój, rodzice dziecka musieliby dorastać w podobnym klimacie. Tylko tacy rodzice mogą przekazać dziecku poczucie bezpieczeństwa i pewności, w którym rozwija się jego zaufanie.
5. Rodzice, których dzieciństwo było pozbawione takiego klimatu, mają niezaspokojoną podstawową potrzebę: przez całe życie poszukują tego, czego w odpowiednim czasie nie znaleźli w swoich rodzicach, istoty, która całkowicie otworzy się na nich, w pełni ich zrozumie i będzie poważnie traktować.
6. Te poszukiwania skazane są na niepowodzenie, gdyż dotyczą sytuacji nieodwołalnie minionej, mianowicie okresu bezpośrednio po urodzeniu.
7. Człowiek z niezaspokojoną i nieświadomą – z powodu wyparcia – potrzebą jest jednak uzależniony od przymusu zaspokojenia tej potrzeby za wszelką cenę za pomocą środków zastępczych – tak długo, dopóki nie pozna swojej wypartej historii życia.
8. Takim środkiem zastępczym są niestety często własne dzieci. Noworodek jest w swym rozwoju całkowicie zdany na rodziców. A ponieważ jego istnienie zależy od ich życzliwości, zrobi wszystko, aby jej nie utracić. Od pierwszego dnia zmobilizuje wszystkie możliwości, jakimi dysponuje, tak jak młoda roślinka, która zwraca się ku słońcu, aby przeżyć. (Dramat udanego dziecka s.13-14)
5. W ciągu kilkudziesięciu lat pracy terapeutycznej wciąż miałam do czynienia z dziecięcym losem, bardzo typowym dla osób wybierających zawód, który polega na pomaganiu innym.
1. Matce brak było poczucia emocjonalnego bezpieczeństwa i jej uczuciowa równowaga zależała od określonego zachowania i sposobu bycia dziecka. Niepewność często ukrywała przed dzieckiem i resztą otoczenia za twardą, autorytarną, wręcz totalitarną fasadą.
2. Dziecko natomiast wykazywało zdumiewającą zdolność do intuicyjnego, a więc również nieświadomego wyczuwania matki lub obojga rodziców i odpowiadania na nie, tzn. przyjmowania nieświadomie przeznaczonej mu funkcji.
3. W ten sposób dziecko zapewniało sobie „miłość” rodziców. Czuło, że jest potrzebne, i to nadawało jego życiu sens. Nieustannie rozbudowując i doskonaląc umiejętność przystosowywania się, takie dzieci stają się w końcu nie tylko matkami (zaufanymi, pocieszycielami, doradcami i oparciem) swoich matek, ale przejmują również odpowiedzialność za rodzeństwo i wykształcają w sobie szczególną wrażliwość, dzięki której rozpoznają potrzeby innych ludzi. Nie należy się więc dziwić, że później często obierają zawód psychoterapeuty. Czy ktoś kto nie miał takiego dzieciństwa, byłby gotów przez cały dzień odgadywać, co rozgrywa się w nieświadomości drugiego człowieka? W rozwijaniu i doskonaleniu tej zróżnicowanej wrażliwości, która kiedyś pomogła przeżyć dziecku, i która skłania dorosłego do przyjmowania roli osoby pomagającej, odnajdujemy również źródło zaburzenia. Zaburzenie powoduje, że osoba pomagająca próbuje zaspokajać swoje niespełnione dziecięce potrzeby poprzez osoby zastępcze. (Dramat udanego dziecka s.14-15)
6. Wczesne przystosowanie się niemowlęcia zmusza je do wyparcia swoich potrzeb: miłości, szacunku, echa, zrozumienia, uczestnictwa i odzwierciedlenia. To samo odnosi się do emocjonalnych reakcji na głębokie rozczarowania, skutkiem zaś jest niemożność doświadczania w dzieciństwie, a później w wieku dorosłym, określonych uczuć (takich, jak np. zazdrość, zawiść, złość, poczucie opuszczenia, bezsilność, lęk). Jest to tym bardziej tragiczne, że dotyczy ludzi, zdolnych do odczuwania zróżnicowanych emocji.
Zauważamy to kiedy opisują wolne od lęku i bólu doświadczenia swego dzieciństwa. Najczęściej są one związane z przyrodą: gdyż tylko tu dzieci mogą odczuwać nie raniąc rodziców, nie niepokojąc ich, nie uszczuplając ich władzy ani nie naruszając ich poczucia równowagi.
Jednak te niesłychanie uważne i wrażliwe dzieci, które dokładnie pamiętają, jak np. w wieku czterech lat odkryły słoneczne światło odbijające się w kropelkach rosy na trawie, jako ośmiolatki niczego nie zauważyły u swojej brzemiennej matki, a ciążą nie interesowały się w najmniejszym stopniu. W ogóle nie były zazdrosne o nowo narodzone rodzeństwo, a kiedy miały dwa lata, podczas okupacji, bez płaczu, spokojnie i bardzo grzecznie zachowywały się podczas częstych rewizji w domu.
Do perfekcji rozwinęły niedopuszczania do siebie uczuć; dziecko może ich doświadczać jedynie wówczas, kiedy w jego otoczeniu jest osoba, która akceptuje je wraz z jego uczuciami, rozumie je i chce mu towarzyszyć. Jeżeli takiej osoby nie ma, jeżeli dziecko boi się, że może utracić miłość matki bądź kogoś,
kto ją zastępuje, to nie może doświadczać tych najbardziej naturalnych reakcji emocjonalnych „dla samego siebie”, w samotności, lecz musi je wyprzeć. Pozostają one jednak zachowane jako informacje nagromadzone w ciele. (Dramat udanego dziecka s.16)
7. Dostępnych jest wiele świadectw matek i ojców na forum „ourchildhood”, którzy szczerze i otwarcie dzielą się doświadczeniami, w jaki sposób to, co przeżyli w dzieciństwie, uniemożliwiało im dawanie miłości ich własnym dzieciom. Jeśli skorzystamy z tego źródła wiedzy i nauki, zrozumiemy, do czego prowadzi idealizacja rodziców i nic nas już nie skłoni do tego, by noworodka nazywać płaczącym potworem. Zamiast tego zaczniemy rozumieć jego świat wewnętrzny, brać pod uwagę samotność i niemoc maleńkiego dziecka, które wzrastało obok rodziców, odmawiających mu wspierającej i kochającej komunikacji.
Będziemy mogli zobaczyć wtedy w płaczu noworodka uzasadnioną i logiczną reakcję na okrutną postawę jego rodziców - najczęściej nieuświadomione, lecz prawdziwe i dające się skonstatować w faktach okrucieństwo, którego istnienia społeczeństwo nadal nie chce uznać. Nie przejawia się ono jedynie poprzez bicie (choć około 85% populacji świata zaznało bicia w dzieciństwie). Wyraża się również poprzez brak uwagi i komunikacji, przez ignorowanie dziecięcych potrzeb i psychicznych cierpień, poprzez pozbawione sensu i perwersyjne kary, poprzez nadużycia seksualne, wykorzystywanie bezinteresownej miłości dziecka, poprzez szantaż emocjonalny, zburzenie wiary w jego własne zdolności i poprzez rozliczne formy nadużywania władzy. Ta lista nie ma końca.
I najgorsze jest to, że dziecko musi nauczyć się uważać to wszystko za zachowania normalne gdyż nie zna nic innego. Pomimo tego wszystkiego kocha ono swoich rodziców bezwarunkowo, cokolwiek by mu nie zrobili. (Alice Miller o swojej książce „Bunt ciała”)
8. ...Dzieci z głęboko poranioną tożsamością nie będą potrafiły w późniejszym okresie życia identyfikować swoich prawdziwych uczuć i potrzeb. Najpierw muszą się tego nauczyć w terapii, następnie weryfikować te nowe umiejętności aż do momentu, gdy nabiorą pewności, że się nie mylą.
Dziecko niedojrzałych lub zaburzonych rodziców musiało cały czas wierzyć, że jego uczucia i potrzeby były fałszywe. Tłumaczyło sobie, że gdyby były one prawdziwe, jego rodzice nie odmawialiby kontaktowania się z nim.
Myślę, że żadna terapia nie jest w stanie zaspokoić potrzeby, jaką bez wątpienia odczuwa wiele osób - potrzeby by w końcu wszystkie problemy, jakim musiały one dotąd stawiać czoła zostały rozwiązane. Nie wydaje się to możliwe, gdyż życie nas stawia i będzie stawiało przed coraz to nowymi problemami, mogącymi reaktywować stare wspomnienia, których fragmenty nasze ciało przechowało w sobie.
Terapia powinna otwierać drogę wiodącą do naszych własnych uczuć, i niegdyś zranione nasze dziecko wewnętrzne powinno móc mówić a dorosły w nas powinien być świadomy jego obecności i nauczyć się jego języka. Jeśli terapeuta jest rzeczywistym, przezroczystym świadkiem a nie wychowawcą, jego pacjent nauczy się dopuszczać do siebie uczucia i emocje, rozumieć ich intensywność i uświadamiać je sobie, co sprawia, że w miejsce starego koduje się nowy zapis. Oczywiście, ex-pacjent, jak każdy inny człowiek, będzie potrzebował przyjaciół, z którymi, w sposób bardziej dojrzały, będzie mógł dzielić się swymi kłopotami, problemami czy wątpliwościami. Relacje oparte na wykorzystywaniu nie będą już wchodziły w grę, jeśli obie strony będą już świadome nadużyć doznanych w dzieciństwie.
(Najdłuższa droga w moim życiu czyli czego należy oczekiwać od terapii?)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz