środa, 20 lipca 2011

Deszcz w lesie


Kliknij ten podkreślony napis, zacznie się film.
Wtedy możesz kliknąć na mały kwadracik z czterema strzałeczkami,
pod ekranem z prawej strony.
Będzie obraz na cały ekran.
Aby wrócić do małego obrazu - klawisz Esc

wtorek, 12 lipca 2011

...I z wielką radością wrócili - List 5


Drogi Przyjacielu, umiłowany w Panu!
Jakiś czas temu miałam dzień trudnych przeżyć. Najpierw czytałam o losach ludzi w stalinowskiej Rosji, a później poznałam młodą osobę, cierpiącą w sytuacji, której, jak jej się zdaje, nie jest w stanie podołać. Trochę towarzyszyłam jej przez rozmowę.
Będąc jeszcze pod wrażeniem, jakim ciężarem może być życie bezradnego człowieka, "obejrzałam się" i na własne koleje losu...
Mówiłam Jezusowi, jakie uczucia wzbudziły we mnie doświadczenia tego dnia.

Na kanwie tej modlitwy- rozmowy zrodziły się te oto myśli:

Życie doczesne - to błąkanie w ciemnościach: i Boga nie widać, i się Go nie rozumie,
i się Go nie ma za najbliższą osobę (jak to miało być "na obraz i podobieństwo").
I tak obijają się o siebie ludzie, każdy - ślepy, głuchy i niemy na obecnego Boga, a stąd i na siebie, i na bliźniego.
I dlatego przenika wszystko lęk przed nieznanym: kolejną sekundą, godziną, dniem.
Tego lęku my nie odczuwamy. On wziął nas w posiadanie, kiedy zerwany został owoc zakazany.

Tak rozumiem, że Chrystus przyszedł, aby nam, pogrążonym w doczesnej niepewności, dać zapewnienie.
O tym, że po tym udręczeniu czeka nas wieczna pewność.
Tam nie będziemy już ślepi, będziemy jedno z Bogiem, i dlatego nie będzie nigdy już zła przez człowieka czynionego.
On dał się poznać, więc wiemy, jaki jest Ojciec. Z takim Ojcem chcę się być na wieczność, jeśli zachowało się w człowieku serce.
Dlatego dał przykazanie - miłować. Nie mówił, że miłując, będziecie bez lęków, że nie będą was krzywdzić. Przykazał miłować, by zachować serce.
A grzechy On wziął na siebie. Żeby potem już od razu do Ojca mogliśmy iść.

I jeszcze, żebyśmy lepiej to poczuli, nazwał wieczność domem - "jest mieszkań wiele", "idę przygotować wam miejsce".
Dom - to jest na ziemi dla człowieka konieczność, by zachować i rozwijać swoje człowieczeństwo.
I ta wieczność - to będzie Dom. Który nie będzie już miejscem schronienia, tylko miejscem miłowania. Moim Domem otwartym dla każdego.
No i pokazał jak to będziemy w Domu - zmartwychwstali, jak i On. Wszystko pokazał.

Za trochę lat niepewności i trudów, krzywd i błędów, przyjdzie wieczne życie.

Uświadomiłam sobie, jak jestem wykończona tą ziemską niepewnością i własną ślepotą...
A ta Nowina o wiecznym życiu w pewności samego Dobra taką napełnia mnie radością!
Niepewność się skończy, nieradzenie sobie się skończy, zło, którego nie chcę czynić, a czynię - się skończy.

Nie to jest do życia tu potrzebne, by radzić sobie, ale to by radować się w Nim:
jak On umiłował, jak wszystko zabezpieczył, jak przygotował, własnego Życia nie oszczędził, zmartwychwstały przyszedł do nas, żebyśmy nie byli niedowiarkami.

Jak na sam koniec: "Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich.
A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba."
Dlatego rozstał się, że już ta radość z tej pewności wieczności z Bogiem w nich się narodziła.
"Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga."

I dla mnie ta radość ma być tą świątynią, w której się stale przebywa, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

wtorek, 5 lipca 2011

Szum morza (List 4)

Drogi Przyjacielu, umiłowany w Panu!

Czas wakacji.
Bardzo chciałabym znaleźć się nad morzem. Usłyszeć, zobaczyć, poczuć.
Zatrzymać się na długo-długo w obecności tego daru Bożego. W jego mocy i obfitości rozpoznać Moc i Hojność Tego, Który je stworzył - dla mnie. Pamiętasz? "Abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną" (Rdz 1, 28)

Szum spokojnego morza Bałtyckiego

Kliknij ten podkreślony napis, zacznie się film. Wtedy możesz kliknąć na mały kwadracik z czterema strzałeczkami, pod ekranem z prawej strony. Będzie obraz na cały ekran. Aby wrócić do małego obrazu - klawisz Esc

Patrzę, słucham i myślę, że Adam i Ewa tak patrzyli na fale, podziwiali, cieszyli się, i jednocześnie widzieli Jego, zewsząd ogarnięci Miłością.
Później też patrzyli z niemym krzykiem żalu w sercu i ze łzami osamotnienia w oczach, które już nie widzieli Jego...
I wtedy ten szum, ten bieg fal bezustannie ścigał ich wyrzutem sumienia: nie ma powrotu do raju Bożej bliskości. Oni ją znali.

Był taki czas, kiedy siedząc na plaży, patrzyłam, słuchałam, podziwiałam, cieszyłam się, ale wcale nie myślałam o Nim.
Teraz nie mogę się znaleźć na plaży, ale patrzę na ekran i słucham nagrany dźwięk - i wiem, że jesteśmy zewsząd ogarnięci Miłością, a On patrzy czule.
Jak to się stało: obojętny na Boga grzesznik staje się wdzięcznym poszukiwaczem Jego obecności?

Dobrze jest rozmyślać o tym cudzie wiary przy szumie fal. Dobrze jest iść myślą za Jezusem, Mistrzem apostołów, Lekarzem niemocnych, Zmartwychwstałym Zwycięzcą naszej śmierci.

Teraz jest czas otwierania serca na Jego obecność.