czwartek, 19 stycznia 2012

Propozycja modlitwy przed wejsciem na drogę uzdrowienia zranień dziecka

1. Jestem zaproszony na drogę uzdrowienia zranień dziecka. Tych zranień, które zniekształciły obraz kochającego Ojca, zamknęły, być może na obecność kochającej Matki Maryi.

Istnieje taka droga.
Przynosi mnie do Jezusa Maryja. Za mnie, zranionego, nieufnego, prosi: „Synu, moje dziecko zostało zranione! Uzdrów je, a będzie zdolne do miłości!”
Przynosi każdego z nas.

Jestem zaproszony na drogę uzdrowienia zranień.

środa, 18 stycznia 2012

Etapy drogi uzdrowienia


Zapraszam do zapoznania się z etapami drogi uzdrowienia.

(Fragmenty tekstu zaznaczone cudzysłowem są cytatami z kilku lektur, nazwy których mogę udostępnić.)

Wiara w obecność Pana Boga,
wiara w stałą obecność Matki Bożej
niech nam towarzyszy na tej drodze ku wolności dzieci Bożych.


Etapy drogi uzdrowienia zranień dzieciństwa
poprzez relację z Panem Bogiem.

1.
Ufam,że Panu Bogu zależy na uwolnieniu mnie od skutków moich zranień jako dziecka.

Bóg pragnie mnie uzdrowić, ponieważ jest to dla mnie szansa otwarcia się na relację, osobistą relację dziecka z Ojcem.

"Nasze życie duchowe będzie również od tego zależało, czy przyjrzeliśmy się naszym zranieniom.
Inaczej nieuświadomione będą kształtować naszą pobożność."


2. Jestem gotów pochylić się ze współczuciem nad zranionym dzieckiem w sobie.

"Spróbować odszukać w sobie, zrozumieć i pokochać to maleńkie dziecko, które nie wyniosło ze swojego dzieciństwa podstawowej ufności - niewzruszonej pewności, że kochająca dłoń jest zawsze przy nim, że ona nie zniknie niespodziewanie i nigdy nie odrzuci.

Jest to bardzo ważny czynnik, który wpływa na kształtowanie naszego charakteru, a następnie - naszej osobowości.
U wielu z nas ten czynnik jest zdeformowany u podstaw."


3. Mój wybór Terapeuty.

Czytać dalej

czwartek, 22 grudnia 2011

"Nadchodzi"

Czy można zamknąć oczy
i zobaczyć Ojca?
Czy można zamknąć oczy
i zobaczyć Ducha?

Czy można zamknąć oczy
i zobaczyć Syna?
Czy można zamknąć oczy
i zobaczyć? Maryja...

Czy można zamknąć oczy
i zobaczyć Świętego?
Czy można zamknąć oczy
i odnaleźć Niebo?

Zamknij i spróbuj ujrzeć
ciszy przestworza,
niewidzialne chce się rzec,
falujące morza.

Ogłuszają przenikliwym spokojem,
głębią błękitu,
odziane królewskim strojem
budzącego się świtu.

Zamykam oczy ciała,
ciemność zapada,
dusza rozmiłowana cała
na kolana pada.

Mija niezliczone obłoki,
Światłości próg.
Słyszy, zbliżają się kroki.
Nadchodzi Bóg.

Deni

08.12.2011
w Godzinę Łaski

środa, 20 lipca 2011

Deszcz w lesie


Kliknij ten podkreślony napis, zacznie się film.
Wtedy możesz kliknąć na mały kwadracik z czterema strzałeczkami,
pod ekranem z prawej strony.
Będzie obraz na cały ekran.
Aby wrócić do małego obrazu - klawisz Esc

wtorek, 12 lipca 2011

...I z wielką radością wrócili - List 5


Drogi Przyjacielu, umiłowany w Panu!
Jakiś czas temu miałam dzień trudnych przeżyć. Najpierw czytałam o losach ludzi w stalinowskiej Rosji, a później poznałam młodą osobę, cierpiącą w sytuacji, której, jak jej się zdaje, nie jest w stanie podołać. Trochę towarzyszyłam jej przez rozmowę.
Będąc jeszcze pod wrażeniem, jakim ciężarem może być życie bezradnego człowieka, "obejrzałam się" i na własne koleje losu...
Mówiłam Jezusowi, jakie uczucia wzbudziły we mnie doświadczenia tego dnia.

Na kanwie tej modlitwy- rozmowy zrodziły się te oto myśli:

Życie doczesne - to błąkanie w ciemnościach: i Boga nie widać, i się Go nie rozumie,
i się Go nie ma za najbliższą osobę (jak to miało być "na obraz i podobieństwo").
I tak obijają się o siebie ludzie, każdy - ślepy, głuchy i niemy na obecnego Boga, a stąd i na siebie, i na bliźniego.
I dlatego przenika wszystko lęk przed nieznanym: kolejną sekundą, godziną, dniem.
Tego lęku my nie odczuwamy. On wziął nas w posiadanie, kiedy zerwany został owoc zakazany.

Tak rozumiem, że Chrystus przyszedł, aby nam, pogrążonym w doczesnej niepewności, dać zapewnienie.
O tym, że po tym udręczeniu czeka nas wieczna pewność.
Tam nie będziemy już ślepi, będziemy jedno z Bogiem, i dlatego nie będzie nigdy już zła przez człowieka czynionego.
On dał się poznać, więc wiemy, jaki jest Ojciec. Z takim Ojcem chcę się być na wieczność, jeśli zachowało się w człowieku serce.
Dlatego dał przykazanie - miłować. Nie mówił, że miłując, będziecie bez lęków, że nie będą was krzywdzić. Przykazał miłować, by zachować serce.
A grzechy On wziął na siebie. Żeby potem już od razu do Ojca mogliśmy iść.

I jeszcze, żebyśmy lepiej to poczuli, nazwał wieczność domem - "jest mieszkań wiele", "idę przygotować wam miejsce".
Dom - to jest na ziemi dla człowieka konieczność, by zachować i rozwijać swoje człowieczeństwo.
I ta wieczność - to będzie Dom. Który nie będzie już miejscem schronienia, tylko miejscem miłowania. Moim Domem otwartym dla każdego.
No i pokazał jak to będziemy w Domu - zmartwychwstali, jak i On. Wszystko pokazał.

Za trochę lat niepewności i trudów, krzywd i błędów, przyjdzie wieczne życie.

Uświadomiłam sobie, jak jestem wykończona tą ziemską niepewnością i własną ślepotą...
A ta Nowina o wiecznym życiu w pewności samego Dobra taką napełnia mnie radością!
Niepewność się skończy, nieradzenie sobie się skończy, zło, którego nie chcę czynić, a czynię - się skończy.

Nie to jest do życia tu potrzebne, by radzić sobie, ale to by radować się w Nim:
jak On umiłował, jak wszystko zabezpieczył, jak przygotował, własnego Życia nie oszczędził, zmartwychwstały przyszedł do nas, żebyśmy nie byli niedowiarkami.

Jak na sam koniec: "Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich.
A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba."
Dlatego rozstał się, że już ta radość z tej pewności wieczności z Bogiem w nich się narodziła.
"Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga."

I dla mnie ta radość ma być tą świątynią, w której się stale przebywa, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

wtorek, 5 lipca 2011

Szum morza (List 4)

Drogi Przyjacielu, umiłowany w Panu!

Czas wakacji.
Bardzo chciałabym znaleźć się nad morzem. Usłyszeć, zobaczyć, poczuć.
Zatrzymać się na długo-długo w obecności tego daru Bożego. W jego mocy i obfitości rozpoznać Moc i Hojność Tego, Który je stworzył - dla mnie. Pamiętasz? "Abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną" (Rdz 1, 28)

Szum spokojnego morza Bałtyckiego

Kliknij ten podkreślony napis, zacznie się film. Wtedy możesz kliknąć na mały kwadracik z czterema strzałeczkami, pod ekranem z prawej strony. Będzie obraz na cały ekran. Aby wrócić do małego obrazu - klawisz Esc

Patrzę, słucham i myślę, że Adam i Ewa tak patrzyli na fale, podziwiali, cieszyli się, i jednocześnie widzieli Jego, zewsząd ogarnięci Miłością.
Później też patrzyli z niemym krzykiem żalu w sercu i ze łzami osamotnienia w oczach, które już nie widzieli Jego...
I wtedy ten szum, ten bieg fal bezustannie ścigał ich wyrzutem sumienia: nie ma powrotu do raju Bożej bliskości. Oni ją znali.

Był taki czas, kiedy siedząc na plaży, patrzyłam, słuchałam, podziwiałam, cieszyłam się, ale wcale nie myślałam o Nim.
Teraz nie mogę się znaleźć na plaży, ale patrzę na ekran i słucham nagrany dźwięk - i wiem, że jesteśmy zewsząd ogarnięci Miłością, a On patrzy czule.
Jak to się stało: obojętny na Boga grzesznik staje się wdzięcznym poszukiwaczem Jego obecności?

Dobrze jest rozmyślać o tym cudzie wiary przy szumie fal. Dobrze jest iść myślą za Jezusem, Mistrzem apostołów, Lekarzem niemocnych, Zmartwychwstałym Zwycięzcą naszej śmierci.

Teraz jest czas otwierania serca na Jego obecność.