niedziela, 26 czerwca 2011

Dzień Pański. Spotkanie (List 3)

Czas spotkania - Liturgia Słowa.

Z kim dziś spotykamy się, Przyjacielu, umiłowany w Panu?

Z pewną kobietą i prorokiem Elizeuszem: (2 Krl 4,8-11.14-16a)

Pewnego dnia Elizeusz przechodził przez Szunem. Była tam kobieta bogata, która zawsze nakłaniała go do spożycia posiłku. Ilekroć więc przechodził, udawał się tam, by spożyć posiłek. Powiedziała ona do swego męża: Oto jestem przekonana, że świętym mężem Bożym jest ten, który ciągle do nas przychodzi. Przygotujmy mały pokój górny, obmurowany, i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę. Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda.

Gdy więc pewnego dnia Elizeusz tam przyszedł, udał się do górnego pokoju i tamże położył się do snu. Mówił dalej: Co więc można uczynić dla niej? Odpowiedział Gechazi: Niestety, ona nie ma syna, a mąż jej jest stary. Rzekł więc: Zawołaj ją! Zawołał ją i stanęła przed wejściem. I powiedział: O tej porze za rok będziesz pieściła syna.

Można sobie wyobrazić, jaką radością dla Pana Boga są takie Jego dzieci: wdzięczna kobieta, co sercem odgaduje wybrańca Bożego w skromnym przechodniu. Troszczy się o jego zdrowie, czyni to bezinteresownie.

Elizeusz z kolei odbiera jej starania, jak dar Boga dla Jego proroka. Pragnie wynagrodzić jej troską i zadaje to pytanie swojemu słudze: "Co więc można uczynić dla niej? "

Mam wrażenie, że w tym pytaniu się zawiera inne: "Czego pragnie jej serce w ukryciu? Co należy uczynić dla niej mocą Bożą?"

I tak się staje: Pan Bóg uczyni ją matką, stanie się, to, co u ludzi byłoby niemożliwe...

Zastanówmy się przez chwilę, drogi Przyjacielu, czy ta kobieta była osobą zranioną? W jej sercu żył ból bezradności. Nadzieja na odmianę losu też ją opuściła. (Zaskoczona zareagowała na proroctwo Elizeusza: "Ach, panie mój! Nie oszukuj służebnicy twojej!"(2 Krl 4, 16)

Wydaje mi się, że żywą miała wiarę, sercem choć obolałym, była jednak zwrócona ku Bogu. Potrafiła rozpoznać w przechodniu "świętego męża Bożego" dlatego, że nie trwała skupiona na sobie, skamieniała w żalu i smutku.

Na drodze uzdrowienia zranień próbujemy rozmawiać z Jezusem.

Chcemy uczyć się patrzeć na świat, jak na dar obecnego w nim Boga.

Dlatego, kiedy konkretny przejaw Bożej miłości poruszy nasze serce, możemy też, jak tamta kobieta, "zrobić miejsce dla niego" w naszym sercu. Przez wdzięczność.

Uczmy się mówić Jezusowi o naszej wdzięczności, o tym jakie odczucia zrodziły się w sercu.

Wdzięczność otwiera serce dziecka na przyjęcie nowych darów. Relacja z Ojcem się rozwija, staje się potrzebą serca.

Komunikat!


Kochani!
Czytać książkę ks. Adama Rybickiego "Uzdrowienie przez Maryję" będziecie mogli od dzisiaj na stronie pt "Lektura bloga "Droga uzdrowienia" http://zyciewmaryi.blogspot.com/

Przepraszam za tymczasowe utrudnienie :)

czwartek, 23 czerwca 2011

O rozmowie z Jezusem i o ... poezji (List 2)


Przyjacielu, umiłowany w Panu!
Dziś kochany Jezus przeszedł naszymi ulicami, zajrzał do każdego okna, zapukał do każdego serca. Tak trochę niecodziennie, bo Eucharystią "dotknął" wszystkiego w naszym otoczeniu. W naszym człowieczeństwie.
Na wszystkim zostawił niewidzialną, Sercem pisaną prośbę: "Dziecko kochane! Zanurzyłem świat w mojej Eucharystii. Dziękuj Ojcu za życie w takim świecie... Twój Jezus"

A ja ostatnio szukam dla nas świadectw... poetów.

Mam wrażenie, że poeta mówi o Bogu wtedy, kiedy całym sobą, ciałem i duszą zatrzyma się na chwilę, czasem dłuższą, w Jego obecności.

Wtedy Pan Bóg daje mu takie słowa, a "między wierszami" takie drżenie serca, że poeta w słowach natchnionych Obecność Boga do nas niesie. Taki dar. Radość w nim dziecka, bo potrafiło nazwać, Radość Ojca, bo dziecko się cieszy.

A my czytamy wiersz. I On z nami czyta.

Pojawią się, może, skojarzenia, odczucia, myśli...
Póki tak trochę żyjemy w tym wierszu... podziw, wdzięczność dla autora... czas się zatrzyma.

Wiersz o Bogu przyniósł nam łaskę wrażliwości na Jego obecność.
W Twojej kolejnej rozmowie z Jezusem ufnie, radośnie współpracuj z tą otrzymaną łaską!

A oto, Kochanie, nasze skarby dzisiejsze (początek lata, Eucharystia świat ogarnia...) :

Danuta Bilczewska

czuję na twarzy muśnięcie
oddycham wiatru powiewem
czy to jest twoja modlitwa
czy dotyk Boga
nie wiem

***

Marian Stanisław Hermaszewski

Przybiegło znów moje serce
przypadło Ci do stóp
jak motyl

Teraz tylko
wsłuchać się w szelest
źródełka

tak chyba szemrze
Twoja łaska
okruchem słońca plamiąc
rzęsy

Cóż więcej

tylko dziękować
bez końca -

***

ks. Jerzy Szymik

TEODYCEA

Zapach siana nad ranem,
w półmroku, przed brzaskiem,
w Cresier, na balkonie, po bezsennej nocy;
ów zapach świdrujący o czwartej nad ranem,
obietnica złożona na przedprożu dnia.

Ten zapach siana przed świtem kładę na dnie pamięci.
Niech mi będzie jako płomień na chwile ciemności,
jako dowód na istnienie Boga i mnie, nas, szczęścia.
Wszystkiego.

źródło tekstów - blog "poezja chrześcijańska"

{Teodycea to gałąź teologii zajmująca się problemem
jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła}

sobota, 18 czerwca 2011

Kilka słow o rozmowie z Jezusem. (List 1)

Przyjacielu, umiłowany w Panu!
Spodziewam się, iż przeczytałeś (post z dnia 8 czerwca) o Etapach drogi uzdrowienia zranień dzieciństwa poprzez relację z Panem Bogiem...

Czy jesteś, podobnie jak ja, przekonany o tym , że "Bóg pragnie ciebie uzdrowić, ponieważ jest to dla ciebie szansa otwarcia się na relację, osobistą relację dziecka z Ojcem"...?

Przypomnijmy sobie ten oto fragment z Ewangelii św. Mateusza (Mt 18,1-5):
=W tym czasie uczniowie podeszli do Jezusa i zapytali: "Kto należy do większych w królestwie niebieskim?" On przywoławszy dziecko, postawił je wśród nich i powiedział: "Oświadczam wam: jeśli się nie zmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto zatem uniży się jak to dziecko, ten będzie należał do większych w królestwie niebieskim. A kto przyjmie jedno takie dziecko ze względu na moje imię, mnie przyjmuje.=

Tak myślę, że dziecko, co "wejdzie do królestwa niebieskiego", jest już uwolnione spod władzy zranień... Królestwo niebieskie jest dla niego realne:
*jest Królestwem niebieskim ten świat podarowany przez Ojca,
*są Królestwem niebieskim doczesne obowiązki stanu, przeżywane w serdecznej bliskości z Jezusem i Maryją,
*jest Królestwem niebieskim przyszłe życie wieczne w radości Zmartwychwstania.

Pragnę z całego serca zachęcić Ciebie, umiłowany w Panu Przyjacielu, do praktykowania serdecznej rozmowy z Jezusem o tym, co przeżywasz i jak w tym się czujesz.

Będziesz starannie dobierał słowa.
Będziesz zaskoczony, jak trudne jest nazwanie własnych odczuć.
Będziesz próbował po raz kolejny, z marnym skutkiem.
Będziesz zmuszony czekać, aż słowo "przyjdzie".
Będziesz się radował, jak małe dziecko: jakież to słowo trafne!
Aż odkryjesz, że to Jezus z Tobą razem układa Twoją wypowiedź, i że to słowo, najtrafniejsze o Tobie, zna tylko On.

Dlaczego?
Bo Jezus jest w tym wydarzeniu, o którym Mu mówisz, i jest po Twojej stronie...

Kiedy przeczytasz to, co wyżej napisałam, może pojawić się "zniechęcający głosik": "No i po co się trudzić, jak Jezus i tak wszystko wie?"
Cóż, bardzo logiczny wniosek! Szukamy słów dla Niego, a On je zna - no to bez sensu takie szukanie. Gdzie tu uzdrowienie zranień?

Natomiast, spróbuj, wbrew tej logice, porozmawiać z Jezusem.
W rozmowie z Bogiem jesteś w innej "logice", jesteś w żywym życiu, w relacji z żywą Osobą.
Cały Twój kontakt z Nim można ująć w słowa, wypowiedziane do Niego. To prawda.
Ale w co ująć miłość, ciepło, miłosierdzie, troskę - BEZGRANICZNE, ogarniające Ciebie, z duszą i ciałem, podczas tej, tak nieudolnej Twojej rozmowy?

Jezus mówi do Ciebie swoją obecnością. A Ty stawiasz pierwsze kroki w szkole trwania w Jego Obecności.

Każda chwila takiej rozmowy - to nowe pęknięcie w murach więzienia zbudowanego z Twoich zranień...

I na sam koniec: Możliwe, że nie chcesz teraz rozmawiać z Jezusem o trudnych przeżyciach.
To, może, zechcesz podzielić się z nim Twoją radością?
(Zapewniam Cię, radość stanie się jeszcze większa!)

poniedziałek, 23 maja 2011

Propozycja modlitwy przed wejsciem na drogę uzdrowienia zranień dziecka

1. Jestem zaproszony na drogę uzdrowienia zranień dziecka. Tych zranień, które zniekształciły obraz kochającego Ojca, zamknęły, być może na obecność kochającej Matki Maryi.

Istnieje taka droga.
Przynosi mnie do Jezusa Maryja. Za mnie, zranionego, nieufnego, prosi: „Synu, moje dziecko zostało zranione! Uzdrów je, a będzie zdolne do miłości!”
Przynosi każdego z nas.

Jestem zaproszony na drogę uzdrowienia zranień.
Na niej w obecności Maryi, otulony ciepłem Jej Niepokalanego Serca, wykąpany w żywej wodzie Jej wiary, będę powoli otwierać się na słowa, skierowane do mojego serca.

Pan Bóg jeden potrafi odsłonić prawdę o zranieniach z dzieciństwa w sposób delikatny i jednocześnie uzdrawiający.
Bóg pragnie mnie uzdrowić, ponieważ jest to dla mnie szansa otwarcia się na relację, osobistą relację dziecka z Ojcem

2. Kiedy wchodzę na tę niezwykłą drogę, to, aby dojść do celu, mam spełnić warunek: wierzyć, że On jest przy mnie. Mój Bóg, który jest Miłością. I nie zniechęcać się tym, że nie odczuwam Jego miłości, że w sobie mam pustkę…

Wiara nie jest uczuciem ani wiedzą.
Wiara jest to decyzja woli, by przynależeć do Pana Boga i być w dziecięcej relacji z Nim.
Przez taki wybór ponawiany każdego dnia, otwieram się na łaskę życia wiarą na drodze uzdrowienia zranień.

3. Więc jestem tutaj, by żyć wiarą teraz.
Wierzę, że Ojciec jest przy mnie.
Matka Maryja tuli do Serca moje zranione istnienie i widzi całą prawdę o moim okaleczeniu.
Tyle lat Ona czekała na tę chwilę – tak można pomyśleć, ale ta chwila miała przyjść, ona jest zapisana w odwiecznych planach Ojca. Moje zranione życie zawierało w sobie zawsze tę nadzieję.
I teraz – jestem tu.

niedziela, 22 maja 2011

Etapy drogi uzdrowienia


Zapraszam do zapoznania się z etapami drogi uzdrowienia.

(Fragmenty tekstu zaznaczone cudzysłowem są cytatami z kilku lektur, nazwy których mogę udostępnić.)

Wiara w obecność Pana Boga,
wiara w stałą obecność Matki Bożej
niech nam towarzyszy na tej drodze ku wolności dzieci Bożych.


Etapy drogi uzdrowienia zranień dzieciństwa
poprzez relację z Panem Bogiem.

1.
Ufam,że Panu Bogu zależy na uwolnieniu mnie od skutków moich zranień jako dziecka.

Bóg pragnie mnie uzdrowić, ponieważ jest to dla mnie szansa otwarcia się na relację, osobistą relację dziecka z Ojcem.

"Nasze życie duchowe będzie również od tego zależało, czy przyjrzeliśmy się naszym zranieniom.
Inaczej nieuświadomione będą kształtować naszą pobożność."


2. Jestem gotów pochylić się ze współczuciem nad zranionym dzieckiem w sobie.

"Spróbować odszukać w sobie, zrozumieć i pokochać to maleńkie dziecko, które nie wyniosło ze swojego dzieciństwa podstawowej ufności - niewzruszonej pewności, że kochająca dłoń jest zawsze przy nim, że ona nie zniknie niespodziewanie i nigdy nie odrzuci.

Jest to bardzo ważny czynnik, który wpływa na kształtowanie naszego charakteru, a następnie - naszej osobowości.
U wielu z nas ten czynnik jest zdeformowany u podstaw."


3. Mój wybór Terapeuty.

"Jeśli w trakcie terapii zostanę wysłuchany z empatią, dzięki takiej postawie terapeuty uda mi się odnaleźć, świadomie przeżyć i wyrazić własne emocje. "

Jedyną osobą, która słuchając mnie nie tylko mnie akceptuje i darzy współczuciem, lecz też zna dogłębnie, nieskończenie kocha i jednocześnie uzdrawia, jest Pan Bóg.


4. Kwestionuję moje oczekiwania: Czego oczekuję od uzdrowienia?

Kiedy przychodzę do Pana Boga po uzdrowienie zranień, mam postawić sobie pytanie i odpowiedzieć na nie szczerze:
Czego pragnę?
Dobrze się czuć?
Nie cierpieć?
A może, pragnę uzdrowienia, abym potrafił współpracować z łaską uświęcenia?

Warto jest też zastanowić się, porównać:
Czego pragnie człowiek zraniony, który jeszcze lęka się cierpienia?
(Nie cierpieć.)

Czego pragnie człowiek uzdrowiony, który już cierpienia się nie lęka?
(Zbawienia dla siebie i dla całego świata.)


5. Proszę Pana Boga o uleczenie moich ran.
5.1. Decyzja o tym rodzi się w sercu.
Jestem zranionym dzieckiem Miłosiernego i Wszechmogącego Ojca.
Wybieram taką formę dla wyrażenia tej prośby, jaką mi podpowiada Duch Święty. Liczy się szczerość mojej postawy.
Czy użyję modlitwy, którą lubię, uważam za stosowną,
czy poproszę swoimi słowami,
czy przytulę się do Jego Serca bez słów,
czy poproszę Maryję, by Ona mówiła za mnie... - nie zostanie zlekceważona moja prośba.

5.2. Może "przyplątać się " pokusa zwątpienia: czy jestem godzien, by Pan Bóg zechciał mnie uzdrowić?
Nieprzyjaciel, który miał swój udział w każdym moim zranieniu, próbuje przeszkadzać dziecku...
Ale ja, dopóki jestem dzieckiem w Ramionach Maryi, potrafię rozpoznać ten jego podszept - i nie dam się odwieść od mojej decyzji.

5.3. Już za bardzo niedługo, kiedy na drodze uzdrowienia zacznę uświadamiać sobie w świetle Bożej prawdy skalę krzywdy, wyrządzonej mi przez Nieprzyjaciela w moich zranieniach - wtedy zrozumiem, dlaczego tak jemu zależało na tym, by mnie powstrzymać.
Póki jestem w więzieniu moich zranień - nie ufam bliskim osobom. Najbliższą jest Pan Bóg. Więc Jemu nie ufam najbardziej.


6. Wracam do zwykłych zajęć, a w sercu trwam w oczekiwaniu na spotkanie.
Na drodze uzdrowienia zranień poprzez relację z Panem Bogiem, kiedy chodzi o zranienia, które miały miejsce dawniej (nie dziś), to Pan Bóg wybiera, nad którym zranieniem pochylę się najpierw, nad którym następnie itd.

Przebiega to w taki sposób, że niespodziewanie, pośród moich zajęć, w myśli pojawia się wyraźne przypomnienie sytuacji zranienia. Fakt, że nie myślałem o tym, że to pojawiło się "samo" zaskakuje. Ale jednocześnie nie towarzyszy temu wspomnieniu ani niepokój, ani lek, ani cierpienie. Natomiast w sercu zaczyna rodzić się radość: to Pan Bóg zaczyna działać w odpowiedzi na moją prośbę, zaprasza mnie na rozmowę.


7. Moja szczera rozmowa z Panem Bogiem.
Wszystkie wyżej opisane etapy były przygotowaniem do tego, co zacznie się teraz.

7.1. Pan Bóg zaprosił mnie do współpracy z łaską uzdrowienia konkretnego fragmentu mojej przeszłości, a co za tym idzie - konkretnego zranienia mojej osobowości.
Te słowa nie są "za mocne". W każdym zranieniu człowieka, a tym bardziej dziecka , została pogwałcona jego godność człowieka oraz została całkowicie zlekceważona jego godność dziecka Bożego.

7.2. Teraz kilka ogólnych uwag:
a Pan Bóg pokieruje tym procesem, będzie prowadził od poznania zranień mniejszych do bardziej znaczących.
b "Obejrzenie moich ran polega na tym, że się im przyglądam w obecności Boga i przedstawiam je Bogu. "
c W Jego obecności spotkanie moje ze zranionym cierpiącym dzieckiem we mnie nie tylko nie rani mnie ponownie, lecz pozwala mi świadomie, głęboko współczuć temu dziecku, widzieć skalę doznanej traumy.

7.3. Uzdrowienie mojej osobowości w tym konkretnym wspomnieniu składać się będzie z dwóch części. Jak w dialogu. Najpierw mówię ja. Potem - Pan Bóg.
Ja mówię, dobierając wyrazy. Pan Bóg - dając światło poznania prawdy, przypominając inne wydarzenia, na udowodnienie Swoich wniosków.
Przejdę do szczegółów...

7.4. Po otrzymaniu od Pana Boga przypomnienia o konkretnym wydarzeniu (chodzi cały czas o zranienia), znajdę dogodną chwilę, kiedy mogę pobyć na osobności.
Nie musi to być natychmiast po otrzymaniu wspomnienia. Nie zapomnę. (Pan Bóg jakby pilnuje sprawy i cierpliwie oczekuje na mnie.)
Miejsce rozmowy z Panem Bogiem wybieram dowolne. Liczy się moja postawa: dziecko przed Ojcem.

Uwaga! Możliwe, że jeszcze nie potrafię "czuć się" jak dziecko przed Ojcem, więc niech mi wystarczy to, że On tak mnie traktuje, a Maryja jest dzieckiem we mnie, za mnie. (Jak Mama przy niemowlęciu oddaje Bogu chwałę za nie, bo ono jeszcze nie jest świadome.)

7.5. O czym będę mówił?
Jeśli z miłością i współczuciem będę próbować patrzeć na to dziecko, którym byłem wtedy, w tamtym wydarzeniu, stanę się jakby jednocześnie i świadkiem i cierpiącym krzywdę.
Postaram się jak najdokładniej powiedzieć Panu Bogu, jak się czułem wtedy, w tamtej sytuacji.

7.6. Nie przyzwyczajony do mówienia o swoich odczuciach, na początku mogę mieć z tym trudności. Moje określenia mogą być bardzo nieudolne - jak na mój gust dorosłego :) ...
Dlatego na początek nawet powiedzenie, że czułem się "źle", lub "strasznie", "okropnie", przychodzi z trudem. Przychodzi po kilku chwilach poszukiwania odpowiedniego wyrazu.

7.7. Z tego mogę wnioskować, że tamto trudne wydarzenie jest otoczone jakby "murem milczenia" : nie wolno mi było o tym myśleć, mówić tym bardziej.

W zależności od tego , jak mocny jest ten "mur milczenia", albo już nic nie potrafię więcej powiedzieć, - albo będę próbować szukać bardziej precyzyjnych określeń.

7.8. W moim odczuciu będzie zachodziło cały czas porównywanie wybranego wyrazu a odczuwanego wtedy cierpienia, które mi się przypomina. Łaska Boża będzie delikatnie prowadziła mnie po zasobach mojego "słownika odczuć", aż znajdę lepsze słowo.

7.9. Kiedy wywnioskuję, że już nie umiem nic więcej powiedzieć, ta część naszego dialogu się zakończy.

Mogę powrócić do swoich zajęć.

7.10. Zacznę odkrywać, że chociaż jeszcze nie "przemówił" Ojciec, a już coś się zmieniło. (Każdy będzie miał swoje na to określenie.)
Zmieniło się na zawsze, bo zwierzyłem się z czegoś, czego nie doświadczył nikt oprócz mnie, do czego wgląd miałem tylko ja. Zwierzyłem się z tych przeżyć, które nikogo nie obchodziły nigdy, zresztą, po co miałbym przed kimś się otwierać? Zwierzyłem się z mojej prawdziwej tragedii, z mojego prawdziwego bólu.

7.11. Ale jeszcze nie w tym tkwi wyjątkowość takiej rozmowy.
Mnie słuchał Ten, który ma nieskończoną wrażliwość Miłości. Wtedy, dawno, nie wiedziałem, że On był obecny, że współczuł mi, ze mną współcierpiał.
Teraz On sprawił, że tamta sytuacja jakby się powtórzyła. W bardzo bezpiecznych okolicznościach rozmowy. Na moją prośbę.
Powtórzyła się nie po to bym znów cierpiał, lecz po to bym otworzył moje zbolałe serce na Ocean współczucia i współcierpienia. Aby w tamtym fragmencie mojej historii ujawniła się i zaczęła działać Obecność Ojca.

7.12. No i teraz pozostaje czekać na światło, które da Pan Bóg, aby wyjaśnić mi , jak to zranienie wpłynęło na moje życie. Da prawdę, która wyzwala.


7.13. Da się zauważyć, że jeśli na początku pierwszej rozmowy trochę jestem zaintrygowany: jakie to światło będzie do tego wydarzenia?
- to po zakończeniu tejże pierwszej rozmowy ciekawość znika. Samopoczucie na tyle się zmienia, że samo doświadczenie relacji z kochającym Ojcem wystarcza za wszystko. Znika postawa roszczeniowa: "należy mi się teraz "światło". Po prostu czekam. Bo Ojciec w swoim czasie powróci do tego tematu. On najlepszy wybierze czas.

Znam też osoby, które otrzymywały światło rozeznania od razu po rozmowie, lub w trakcie rozmowy. Pan Bóg rzeczywiście jest nieprzewidywalny i dostosowuje się do potrzeb duchowych każdego swojego dziecka.

8. Pan Bóg dotyka wspomnień, szczególnie bolesnych dla mnie.

Zanim przejdziemy do omówienia następnego etapu - otrzymania światła, dotyczącego skutków konkretnego zranienia dla mojej relacji z Panem Bogiem, do postaw w relacjach z bliźnimi oraz w stosunku do siebie samego - zatrzymamy się nad tym ważnym aspektem rozmowy o moich odczuciach w przeżywaniu szczególnie bolesnych dla mnie zranień.

8.1 Takie wspomnienie, przywołane przez Ojca, jest nie tylko zaproszeniem do rozmowy.
W tych okolicznościach, mówiąc obrazowo, czeka na rozmowę ze mną Jezus ukrzyżowany.
Będę próbować odnosić swoje przeżywanie bólu zranienia do Jego dla mnie współczucia, współodczuwania, do Jego ran, broczących Krwią. Ran, które pojawiały się dlatego, że ból zranienia przeszywał moje serce. Ta Krew przypomina mi, że cierpiałem w Nim, chociaż wtedy tego nie wiedziałem.

8.2 Kiedy dobieram słowa dla określenia moich odczuć, stopniowo przybliżam się do odkrycia, na jaką skalę zostało skrzywdzone dziecko, jaki ogrom cierpienia musiało dźwigać i jednocześnie stłumić w sobie. Było samo, cierpiało bez zrozumienia od bliskich mu osób.
Odniesienie tego odkrycia do obecności ukrzyżowanego Jezusa, obecności Jego w momencie mojego cierpienia, niesie taką ulgę, którą daje właśnie prawda o niekończonym współczuciu Ojca dla zranionego dziecka.

8.3 Ojciec nasz Niebieski doskonale wie, że dorośli przez brak wrażliwości lub wyobraźni, nie zdawali sobie sprawy z odczuć dziecka. Jednak w momencie, kiedy ja teraz pochylam się nad dzieckiem w sobie, by uleczyć je Bożą miłością, moim zadaniem jest oddać prawdziwie odczucia dziecka. Ból jest bólem. Ma swoje konsekwencje dla tego, kto cierpi.
Nie jest winą dziecka, że w cierpieniu, krzywdzone, ono nie jest w stanie rozważać, jak usprawiedliwić tego, kto je krzywdzi. Nie można obarczać je odpowiedzialnością za to, że reaguje bólem na przemoc.

8.4 Jeśli postaram się jak najpełniej otworzyć się na miłość do cierpiącego dziecka, jakim byłem, wtedy głębiej uświadomię sobie ogrom współczucia, miłość Ojca do mnie.
Im lepiej widzę swoją ranę, tym wyraźniej widzę, nad jaką raną pochyla się Ojciec w swojej bezwarunkowej miłości do mnie.
Oczekuję też od Niego światła tak wielkiego i znaczącego dla dalszej mojej drogi, jak wielkie było moje cierpienie dziecka.

8.5 Niezwykłe doświadczenia bycia otulonym miłością, obecność Krwi, jakby obmywającej moją ranę,
nie pozostaje bez znaczenia dla mojej relacji z Jezusem ukrzyżowanym.
Nowa, bardziej dojrzała wdzięczność dla Niego pozwala mi zobaczyć w Jego zranionym Ciele jakby "Mapę moich zranień".
Jestem pewien, że nie jestem świadom wszystkich moich zranień. Możliwe, że wiele z nich na zawsze zostanie ukrytych przede mną. Ale On je zna, bo tak mnie kocha, że we wszystkim, co moje, pragnie ze mną być.

Tak powoli przenika mnie świadomość mojej godności: Sam Bóg cierpiał dla mnie, we mnie, ze mną. Teraz On leczy mnie przez prawdę, którą odkrywam w szczerej rozmowie dziecka z Ojcem.

8.6 Jednak miłość Boga jest zaskakująca: zaczynam widzieć głębiej, mieć nową wrażliwość. Jakbym zaczynał patrzeć w tym samym kierunku, co On.
W pewnym momencie odkryję, że Krew wypływa z ran nie tylko dlatego, że ja cierpię, że jestem skrzywdzony. Także z powodu postawy i uczynków tego, kto mi ten ból zadał! Grzech tej osoby i mój ból wyciskają z Jego ran tę samą Krew...

A Matka bolesna, skamieniała z bólu pod Krzyżem, płacze i błaga Ojca o ratunek dla mnie i też dla tego, kto zadał mi ból!

Ta Krew przekonuje mnie, że Ojciec wszystkich miłuje jednakowo, pragnie zbawienia dla każdego, a ponieważ nasze ludzkie wybory są dokonywane w zaślepieniu egoizmem - Syn płaci za nas Krwią Miłości.

8.7 Kiedy Ojciec wysłuchuje moich słów o zranieniu, przekonuję się, że On nie akceptuje krzywdy, która mnie spotkała.
Kiedy zaczynam widzieć Krew przelana dla odkupienia mojego krzywdziciela, dostaję najlepszy dowód na to, że miłość Jego do nas jest bezwarunkowa.

Mogę zapragnąć kochać taką miłością.
Mogę zapragnąć, by On kochał przeze mnie swoją miłością.

Wtedy rodzę się jako dziecko, które przebacza krzywdę, bo Ojciec przebaczył.
Mój kochany Ojciec.
Staję się dzieckiem Jezusa Przenajdroższej Krwi.

9. Światło prawdy
Moja szczera rozmowa z Ojcem o moich przeżyciach na poprzednim etapie relacji z Nim czyni mnie otwartym na światło prawdy o wpływie danego wydarzenia, zranienia na mnie.
Łaska takiego światła zostanie mnie podarowana wtedy, kiedy Ojciec o tym zadecyduje. Więc, żyję w oczekiwaniu. Przeżywam spokój, ufność i wdzięczność dla Ojca, dla którego jestem taki ważny.

9.1. Kiedy przychodzi to światło, orientuję się od razu, że to dotyczy "tamtej" sprawy.
Może to być myśl, może być obraz konkretnego wydarzenia z przeszłości. A czasem może być to mały "przegląd" życia z perspektywy Bożej prawdy, cały szereg obrazów, jakby na potwierdzenie głównego wniosku.
I myśl, i obrazy określają znaczenie zranienia, jego wpływ na mnie, na moją postawę w konkretnych relacjach, czy na moje wybory życiowe.

9.2. Zranienie powoduje, że powstaje we mnie konkretna "decyzja", która zaczyna jakby kontrolować i korygować moje zachowanie.
Przykład: dziecko przez kilka dni rozłąki z mamą, mocno przezywało tęsknotę i miłość do niej. Całe było oczekiwaniem. Domyślamy się, że mama mogła nie zdawać sobie z tego sprawy. Powrót mamy, zobaczenie jej, wywołał w sercu dziecka eksplozję szczęścia. Dziecko poczuło w sobie ogromne pragnienie w jakiś sposób ujawnić te uczucia, połączyć się z mama w tej radości. Mama przytuliła dziecko na przywitanie, po czym powiedziała: no to idź się bawić, - i zajęła się obowiązkami.

Pan Bóg pokazał teraz tej osobie, która była wtedy dzieckiem, że w tamtym momencie zaczęło się dla niej życie ze świadomością, że ona została odrzucona, ponieważ nie potrafiła okazać miłości. W niej powstało przekonanie że nie potrafi ani kochać, ani okazywać miłości, (jak by zaprzeczenie oczywistej prawdzie, że przez kilka dni oczekiwania, dziecko całe było miłością i na pewno wyraziłoby ją, gdyby mama była wrażliwa i otwarta na taki gest dziecka).
Zaczęła postrzegać siebie, jak osobę niepełną. Mimo wielkiej wrażliwości na piękno, dobro i prawdę, nie miała świadomości, że ta wrażliwość świadczy o predyspozycjach do przeżywania i okazywania miłości.
Nie miała odwagi bronić własnej godności, choć była jej świadoma. Cierpiała w niepewności, czy kocha Boga?

9.3. Światło daje nową nadzieję: Zranienie kierowało moim zachowaniem. Teraz nie muszę nadal trwać pod jego kierownictwem.
Pojawia się pragnienie odtąd żyć inaczej.
Może zrodzić się szalona ufność, że Ojciec w każdej sytuacji będzie mi dawał sposób na postępowanie nowe, wolne od skutków zranień.

I rzeczywiście nowe postawy, wybory naznaczone odwagą, szczerością, godnością, miłością, pokora, wdzięcznością są owocem pogłębiającej się relacji z Panem Bogiem. Dziecko, jeśli jest świadome, że bez pomocy Bożej może postąpić po dawnemu, woła do Ojca, oczekuje podpowiedzi, powstrzymuje się od własnych czynności.
Duch Święty przychodzi z natchnieniem, pomysłem, światłem.

9.4. Dalszy rozwój wydarzeń zależy w zdecydowany sposób od moich wysiłków woli, żeby na co dzień nie ustawać w relacji z Panem Bogiem.

Sprawdzony "sposób": jeśli coś się dzieje, mówię Mu o tym, jak się czuję i czekam na światło - zdaje egzamin tym owocniej, im częściej do niego się uciekam, aż powoli staję się otwartym na łaskę zażyłej relacji dziecka z Ojcem.

10. Otwieram się na siebie
Świadomość własnej wartości: mój Ojciec – Bóg stworzył mnie z miłości i obdarował nieskończonym pragnieniem Prawdy, Dobra i Piękna.
Rodzi się odwaga, by nie rezygnować z tych pragnień

Mam siły i odwagę do skonfrontowania się z moją przeszłością, do spojrzenia prawdzie w oczy, chronienia siebie, stawiania granic i egzekwowania ich – mam moc odnajdowania moich potrzeb i wartości i stawania po ich stronie

11.Otwieram się na Boga.
Jestem dzieckiem Ojca.

Proces uzdrowienia zranień dzieciństwa może dać szczególne doświadczenie relacji z Ojcem. Historia życia zostaje świadomie zanurzona w Jego obecności, miłości i wszechmocy.

Relacja z Bogiem, możliwa tylko dzięki łasce wiary, zaczyna być postrzegana jako największy skarb.
Przy dokonywaniu wyborów zaczynam coraz częściej kierować się ufnością i pragnieniem okazywania godności dziecka Bożego.
Coraz mniej lękam się cierpienia.

12.Otwieram się na ludzi wokół mnie
Zaufanie do Ojca prowadzi mnie do akceptacji siebie, mojej historii zranień i drogi uzdrowienia.

Zaczynam widzieć działanie i wpływ zranień w postawach moich bliskich i tych osób, z którymi spotyka mnie Pan Bóg.

Przez swoja ranę otwieram się na bliźniego: potrafię wejść w jego położenie i zrozumieć go. Potrafię wczuć się w jego zranienia i z nim współczuć. Nigdy go nie zawstydzę. Nie włożę swoich palców do jego ran, ale stworzę dla niego przestrzeń, w której będzie mógł sam mówić o swoich zranieniach. W ten sposób rana uczyni mnie samego lekarzem, który sam doznał zranienia.

13.Przemiana mojej dotychczasowej duchowości ku radykalizmowi
Pan Bóg – na pierwszym miejscu.
Praktykowanie Bożej obecności.
Zawierzenie mojej drogi Matce Bożej.
Pogłębianie relacji z Panem Bogiem poprzez postawy skruchy, pokory i wdzięczności.

Odbieram moje życie jako dar. Akceptuję cierpienie i zgadzam się na krzyż z miłości do Niego.
Dążę z pomocą Bożą do postawy ofiarnej służby względem bliźnich w zatroskaniu o ich relację z Bogiem.

-------------

Koniec streszczenia Drogi uzdrowienia zranień poprzez relację z Panem Bogiem.
Pytania dotyczące poszczególnych aspektów tej osobistej modlitwy proszę umieszczać w Komentarzach.

Proszę też o modlitwę w intencji pogłębienia tematu.
Bóg zapłać!